MOGIELICA – WŚCIEKLICA – ODKRYWAJ Z NAMI BESKID WYSPOWY

To niekwestionowana królowa Beskidu Wyspowego – najwyższy szczyt tej grupy gór – 1170 m n.p.m. Razem z pobliskim JASIENIEM tworzy największy masyw górski Beskidu Wyspowego. Już z daleka przyciąga wzrok charakterystyczną sylwetką o dominującym szczycie, zwaną niegdyś „Kopą” przez okoliczną ludność. Kiedyś zaliczana do Gorców, za czym przemawia bezpośrednie sąsiedztwo, a także charakter przyrodniczo-krajobrazowy. Górę porastają głównie buki i jodły, a na szczycie zachował się jedyny w Beskidzie Wyspowym reliktowy bór górnoreglowy. Za to na zachodnim i północnym stoku możemy znaleźć rozległe, typowo gorczańskie pasterskie polany, a na kopule liczne ostańce skalne i strome gołoborze. Spójrzcie, wędrując sobie szlakiem pod koniec lata możemy zobaczyć piękne kielichowe, niebieskie kwiaty GORYCZKI TROJEŚCIOWEJ, czy DZIEWIĘĆSIŁA BEZŁODYGOWEGO.

Piękne, kielichowe kwiaty GORYCZKI TROJEŚCIOWEJ

Ta roślina bywa przez górali nazywana „świecznikiem”, bowiem przypomina nieco ten przedmiot. Natomiast jej nazwa pochodzi od gorzkich substancji, które zawiera. Mają one sygnalizować, że jest trująca, powoduje nudności i wymioty. Mimo tego niegdyś była używana jako lecznicza.

Natomiast kwiatostan DZIEWIĘĆSIŁA BEZŁODYGOWEGO otwiera się tylko w dni suche, a zamykają w dni o zwiększonej wilgotności powietrza. Ta właściwość rośliny od lat była wykorzystywana do prognozowania pogody – zamykanie się kwiatów wróżyło nadejście deszczu. Także regularny kształt kwiatu zachwyca i często jest wykorzystywany jako detal w architekturze i sztuce góralskiej. Dno koszyczków kwiatowych dziewięć siłą jest jadalne i było niegdyś spożywane niczym jarzyny. Roślinę stosowano także w lecznictwie, a nawet uważano, że ma magiczne właściwości. Wierzono, że pomaga w leczeniu dżumy.

DZIEWIĘĆSIŁ BEZŁODYGOWY spotkany na drodze na Mogielice
MOGIELICA – CZY TA NAZWA WAM CZEGOŚ NIE PRZYPOMINA?

Nieprzypadkowo nazwa MOGIELICA kojarzy się z mogiłą. Tutaj kiedyś wywożono ciała obwiesiów, topielców i samobójców. Wierzono bowiem, że ziemia na cmentarzu nie przyjmie takich ciał, które odeszły bez sakramentów, w nienaturalny sposób. Zatem dokonywano innego makabrycznego obrzędu. Otóż ciała samobójców zrzucano ze stromych zboczy Mogielicy w przepaść i tam miały się z nimi rozprawić dzikie zwierzęta, ptaki. To miałby być ich symboliczny pochówek.

Ale to nie koniec fascynujących i dziwnych historii tego miejsca. Pod szczytem Mogielicy znajduje się potężny głaz, na którym według legendy zbójnicy liczyli pieniądze. A skarby te znajdują się ponoć schowane w podziemnych pieczarach w rejonie Marszałkowej Studni i na polanie Skalne pod Jasieniem.

ZBÓJNICKI STÓŁ NA MOGIELICY
MOGIELICA – WŚCIEKLICA , CZYLI GÓRA OWIANA LEGENDĄ

Dawno, dawno temu okolice Dobrej zamieszkiwały wielkoludy. Władcą tej ziemi był wtedy szlachetny mężczyzna, a nazwał się ŁOPIEŃ. Za to, że miał bardzo dobre, złote serce, ludzie nadali mu przydomek ZŁOTOPIEŃ. Za to jego żona MOGIELICA, była bardzo złą, skorą do kłótni kobietą.

Małżeństwo miało piękną córkę, ŚNIEŻNICZKĘ, do której w konkury przychodzili kawalerowie z całej okolicy. Wśród nich był TURBACZ, LUBOŃ, JASIEŃ, CIECIEŃ. Mogielica jednak nie chciała dopuścić do córki żadnego kawalera i ukrywała ją wśród mgieł przed ich wzrokiem. Śeżnieżniczce najbardziej podobał się ĆWILIN. Był piękny, młody i niezwykłej urody, także ojciec Łopień zapałał do niego wielką sympatią. Jednak Mogielica sprzeciwiła się szczęściu młodych i kazała Ćwilinowi odejść. Och, jak młodzi się zasmucili, kiedy Ćwilin odchodził, zapłakana Śnieżniczka poszła za nim. A kiedy mieli się już ostatecznie rozstać ich rozpacz była tak wielka, że obojgu wraz pękły serca. Na ich mogiłach z czasem wyrosły krzewy i drzewa, a potem zmieniły się w okazałe góry – ŚNIEŻNICA I ĆWILIN

Łopień-Złotopień bardzo rozpaczał po stracie córki i jej niedoszłego męża. Cały czas przebywał w okolicy mogił młodych ludzi, aż kiedyś sam się tam położył i tak już pozostał, zakańczając swoje życie. Jego mogiła niebawem pokryła się mchami i krzewami, a potem wyrosły na niej drzewa. W ten sposób powstała kolejna góra – ŁOPIEŃ. A co stało się ze złą Mogielicą? Podzieliła los swoich bliskich. Żyła jeszcze jakiś czas wściekła i kłótliwa, ale nikt jej nie lubił i nikt się do niej nie odzywał. Wreszcie zrezygnowana położyła się koło swojego męża i tak dokonała żywota. A potem jak porosły ją krzewy i drzewa zmieniła się w najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego.

NA WYSOKIEJ MOGIELICY TAŃCOWALI ZBÓJNICY…

Ten szczyt związany jest także z jednym ze znanych beskidzkich zbójników i to na dodatek nie jest to postać legendarna, tylko historyczna. Mowa o JÓZEFIE BACZYŃSKIM, herszcie zbójeckiej bandy, który w XVIII wieku grasował w tych terenach.